I stało się! Kolejny zawrót głowy na mojej drodze zapasjonowania. Koraliki, koraliczki, wtargnęły w moje życie i zapewne pozostaną na dłuższy czas. Oczywiście któż by inny mógł być przyczyną i początkiem nowości. Mentorka moja Betka, zaraziła mnie tymi małymi, kolorowymi, wielkością różnymi koralikami wyszydełkowanymi w to czy tamto!
Szydełko i owszem miałam w dłoniach jakieś no....a może....hmm.. 20 ponad lat temu. Wiem, że się nim plącze kordonki i te inne wełniane nawinięte na motki :) Podpatrzyłam filmiki, analizowałam zdjęcia na blogach jak co, kiedy i ogólnie w co lub pod co się wkłuwamy.. i postanowiłam -spróbuję!
Raz się żyje, się nie uda łoj no, a jak się uda jakaż ogromna satysfakcja. Namiary na sklepik z koralikami od Eli..koraliki i insze atrybuty zamówiłam, szydełko mam własne acha!
Prosty wzorek coby się od razu na głęboką wodę nie rzucić, nawleczenie na nitkę do jeansu, praca zaczęła się toczyć.
Ożesz! jak mi te dłonie dziwnie z tym szydełkiem pracowały (jeśli to tak nazwać można), nitka nie chciała wcale ze mną współpracować, jakoś koślawo mi to wszystko wychodziło. Najbardziej podobało mi się prucie :) No niee, nie poddam się tak łatwo, nie po to zamówiłam tyle śliczności ( nie wiem jak Wy, ale ja doznałam małpiego rozumku w kupowaniu koralików) coby teraz się poddać.
Wyszło coś takiego, jeszcze koślawe, nierówne ALE jest!
Dzielę się radością z Wami i pokazuję mój pierwszy ukośnikowy szydełkowo-koralikowy sznurek!
Zdaję sobie sprawy, nie jest cudownie równiutki, Rzymu od razu też nie zbudowali.
Pomaluśku, powoluśku bedzie i równiuśki.
Teraz wracam do decoupage bo kilka pomysłów stoi pod drzwiami i zerka tęsknymi oczętami.
Ale nowy sznur też już nawleczony.
Dziękuję za wizytę u mnie. :)
czwartek, 25 czerwca 2015
sobota, 20 czerwca 2015
Wymiana!!!
Post wymiankowy! pierwszy w mojej szalonej karierze blogerskiej!
Ela zaproponowała wymianę, moja decu skrzyneczka, jej biżuteria. Przecież te koralikowe cudeńka tak mi się podobają! zgodziłam się natychmiast...refleksja przyszła później. Ej, przecież skrzyneczki jeszcze nie robiłam! to już większa sprawa! i to dla Eli!
Zaznaczyłam delikatnie odbiorczyni wymiany, że to będzie moja pierwsza skrzynka i ...hmmm może być różnie :). Betka się nie zniechęciła, dodała otuchy, każdy kiedyś zaczynał.
Miałam sobie wybrać biżu, które chcę ...osiołkowi w żłobie dano...tak mniej więcej, wyglądało moje wybieranie. Decyzja zapadła, montowanie skrzyneczki poszło w ruch. Już wiem, na co zwracać uwagę przy zakupie szkatułek. Motyw jest z papieru ryżowego. Chciałam aby wyglądała, jak dawno zaginiona szkatułka prababki Izabeli. Wygląda tak:
Do skrzyneczki jako niespodziankę dodałam małą miśkę:
W paczuszce znalazło się jeszcze kilka drobiazgów, i została wysłana w świat do Eli. Z duszą na ramieniu czekałam na ocenę swojej pracy...spodoba się, nie spodoba ...chodziło dookoła mojej głowy. Się spodobało! Cudnie, małej wiary kobieto :)
Do mnie również dotarła paczuszka ...powiem Wam, iście królewska! Otwierałam z niecierpliwością sroczą ( bo kobietki z lekka sroczki jeśli o biżutki chodzi). Jest, mój zachwycający komplet antyczny! Oryginalny można podziwiać tu. Pouczona przez Elę zrobiłam więcej niż jedno zdjęcie mojego kompleciku.....
W tym zdjęciu z delikatnej mgły, wyłania się bogini Afrodyta..
Ogromu zaskoczenia doznałam po znalezieniu dodatkowych prezentów! Przecież też trzeba je ukazać światu. Proszę, cudnej urody kolczyki, przypominające kolorem zachwycającą głębie granatowo-czarnej nocy.
Z nimi krył się wisiorek, Betka trafiła genialnie! Uwielbiam kamień "oko tygrysa" a tak oprawiony...patrzcie i podziwiajcie
Złocisto-brązowy kolor w srebrnej oprawie wygląda zachwycająco!
To nie koniec niespodzianek, dostałam kilka przydatnych rzeczy do decoupage i matę pod koraliki.
Tak pod koraliki, ponieważ spróbuję dziergać te szałowe bransoletki i inne inszości.
Ela stała się moją mentorką, dzięki Niej jestem tu w blogosferze, dzięki niej zmierzę się z koralikowaniem, podpowiada, poucza, radzi i ogólnie fantastyczna z niej kobietka!
Znajomość ubiegłoroczna z Nowęcina ślicznie zaowocowała, aż dziwne, że dopiero w ostatni dzień jej wakacyjnego pobytu tam, zaczęłyśmy tak naprawdę rozmawiać o naszych pasjach i zainteresowaniach. Jak widać ta znajomość musiała zostać zawarta, karma taka i już.
Teraz drobiazgi od mentorki, proooszę bardzo.
Dzień fantastyczny, wymianka. oj brak słów z zachwytu.Idę podziwiać i cieszyć się biżutkami! Pa!
Dziękuję za odwiedziny ;)
Ela zaproponowała wymianę, moja decu skrzyneczka, jej biżuteria. Przecież te koralikowe cudeńka tak mi się podobają! zgodziłam się natychmiast...refleksja przyszła później. Ej, przecież skrzyneczki jeszcze nie robiłam! to już większa sprawa! i to dla Eli!
Zaznaczyłam delikatnie odbiorczyni wymiany, że to będzie moja pierwsza skrzynka i ...hmmm może być różnie :). Betka się nie zniechęciła, dodała otuchy, każdy kiedyś zaczynał.
Miałam sobie wybrać biżu, które chcę ...osiołkowi w żłobie dano...tak mniej więcej, wyglądało moje wybieranie. Decyzja zapadła, montowanie skrzyneczki poszło w ruch. Już wiem, na co zwracać uwagę przy zakupie szkatułek. Motyw jest z papieru ryżowego. Chciałam aby wyglądała, jak dawno zaginiona szkatułka prababki Izabeli. Wygląda tak:
Do skrzyneczki jako niespodziankę dodałam małą miśkę:
W paczuszce znalazło się jeszcze kilka drobiazgów, i została wysłana w świat do Eli. Z duszą na ramieniu czekałam na ocenę swojej pracy...spodoba się, nie spodoba ...chodziło dookoła mojej głowy. Się spodobało! Cudnie, małej wiary kobieto :)
Do mnie również dotarła paczuszka ...powiem Wam, iście królewska! Otwierałam z niecierpliwością sroczą ( bo kobietki z lekka sroczki jeśli o biżutki chodzi). Jest, mój zachwycający komplet antyczny! Oryginalny można podziwiać tu. Pouczona przez Elę zrobiłam więcej niż jedno zdjęcie mojego kompleciku.....
W tym zdjęciu z delikatnej mgły, wyłania się bogini Afrodyta..
Ogromu zaskoczenia doznałam po znalezieniu dodatkowych prezentów! Przecież też trzeba je ukazać światu. Proszę, cudnej urody kolczyki, przypominające kolorem zachwycającą głębie granatowo-czarnej nocy.
Z nimi krył się wisiorek, Betka trafiła genialnie! Uwielbiam kamień "oko tygrysa" a tak oprawiony...patrzcie i podziwiajcie
Złocisto-brązowy kolor w srebrnej oprawie wygląda zachwycająco!
To nie koniec niespodzianek, dostałam kilka przydatnych rzeczy do decoupage i matę pod koraliki.
Tak pod koraliki, ponieważ spróbuję dziergać te szałowe bransoletki i inne inszości.
Ela stała się moją mentorką, dzięki Niej jestem tu w blogosferze, dzięki niej zmierzę się z koralikowaniem, podpowiada, poucza, radzi i ogólnie fantastyczna z niej kobietka!
Znajomość ubiegłoroczna z Nowęcina ślicznie zaowocowała, aż dziwne, że dopiero w ostatni dzień jej wakacyjnego pobytu tam, zaczęłyśmy tak naprawdę rozmawiać o naszych pasjach i zainteresowaniach. Jak widać ta znajomość musiała zostać zawarta, karma taka i już.
Teraz drobiazgi od mentorki, proooszę bardzo.
Dzień fantastyczny, wymianka. oj brak słów z zachwytu.Idę podziwiać i cieszyć się biżutkami! Pa!
Dziękuję za odwiedziny ;)
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Piekielna deseczka.
Cześć wszystkim odwiedzającym! Usiłując rozwijać swe umiejętności w decoupage, zabrałam się do kolejnej deseczki.
Bo i nie szkoda jak się coś nie uda i dostęp spory do nich.
Taaaak , jak postanowiłam tak zrobiłam ...w sobotę, gdy na dworze ponad 30 stopni, deseczka wyszlifowana , motyw uszykowany, farby w gotowości.
Motyw odpowiadał panującej temperaturze, afrykański, cudny w pomarańczach, czerwieniach i czerniach....taki BYŁ ładny..szkoda. Tak to jest brać się do klejenia w "afrykańskich" klimatach.
Zapewne osoby zajmujące się decu już mają uśmieszek na twarzy, bo doskonale wiedzą co się powyprawiało. Człowiek uczy się na błędach, a w kajeciku przybywa "złotych myśli" odnośnie jak robić i czego absolutnie nie wyczyniać w decu!
Już opowiadam...farby schły fantastycznie, proces do przyklejania znacznie się skrócił, serwetka uszykowana , brzegi delikatnie wyskubane na mokro, no po prostu fantastic!
I się zaczęło, brzegi motywu zbyt szybko zaczęły schnąć i powywijały się w urocze falbanki, pomyślałam nic to podziała się klejem się poprostuje.
O matko i córko, co to się działo przy klejeniu!( później doszłam do wniosku, że może ja jakaś fujara jestem). Falbankowe brzegi wcale się nie wyprostowały, serwetka pod wpływem kleju zaczęła się dziwnie zwijać, chciałam delikatnie poprawić...weź popraw mokrą delikatna serwetkę!
Ożesz, wyglądało to tragicznie i na dodatek schło w piorunującym czasie.
Przyszło mi umyć deseczkę czyścikiem ścierając cały ten bajzel.
Zapewne zastanawiacie się teraz dlaczego taki temat postu, bo deseczkę postanowiłam po wyschnięciu zrobić innym motywem wyciętym z papieru decu.
Widać nie było już mi dane zrobić jej tak jak sobie wymyśliłam. Afrykańska klątwa nad nią zapanowała. Pokazuję ją Wam, bo przecież się uczę dopiero to i błędy wybaczyć trzeba.
Zamysł był całkiem niezły, kolejne "złote myśli" w kajeciku.
Dziękuję wszystkim odwiedzającym :).
Bo i nie szkoda jak się coś nie uda i dostęp spory do nich.
Taaaak , jak postanowiłam tak zrobiłam ...w sobotę, gdy na dworze ponad 30 stopni, deseczka wyszlifowana , motyw uszykowany, farby w gotowości.
Motyw odpowiadał panującej temperaturze, afrykański, cudny w pomarańczach, czerwieniach i czerniach....taki BYŁ ładny..szkoda. Tak to jest brać się do klejenia w "afrykańskich" klimatach.
Zapewne osoby zajmujące się decu już mają uśmieszek na twarzy, bo doskonale wiedzą co się powyprawiało. Człowiek uczy się na błędach, a w kajeciku przybywa "złotych myśli" odnośnie jak robić i czego absolutnie nie wyczyniać w decu!
Już opowiadam...farby schły fantastycznie, proces do przyklejania znacznie się skrócił, serwetka uszykowana , brzegi delikatnie wyskubane na mokro, no po prostu fantastic!
I się zaczęło, brzegi motywu zbyt szybko zaczęły schnąć i powywijały się w urocze falbanki, pomyślałam nic to podziała się klejem się poprostuje.
O matko i córko, co to się działo przy klejeniu!( później doszłam do wniosku, że może ja jakaś fujara jestem). Falbankowe brzegi wcale się nie wyprostowały, serwetka pod wpływem kleju zaczęła się dziwnie zwijać, chciałam delikatnie poprawić...weź popraw mokrą delikatna serwetkę!
Ożesz, wyglądało to tragicznie i na dodatek schło w piorunującym czasie.
Przyszło mi umyć deseczkę czyścikiem ścierając cały ten bajzel.
Zapewne zastanawiacie się teraz dlaczego taki temat postu, bo deseczkę postanowiłam po wyschnięciu zrobić innym motywem wyciętym z papieru decu.
Widać nie było już mi dane zrobić jej tak jak sobie wymyśliłam. Afrykańska klątwa nad nią zapanowała. Pokazuję ją Wam, bo przecież się uczę dopiero to i błędy wybaczyć trzeba.
Zamysł był całkiem niezły, kolejne "złote myśli" w kajeciku.
Dziękuję wszystkim odwiedzającym :).
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Szkiełko.
Zapukało, zastukało, jest!
Weszło sobie takie jeszcze nie całkiem opierzone ( opanowanie techniki w próbach) siadło i zostało w chałupie.
Znów poczyniłam buteleczkę, szkiełko takie użyteczne. Tym razem spróbowałam z papierem do decoupage i...no jakoś serwetki milsze dla mnie. Przyklejałam wg wskazówek, działałam jak kazali i pokazywali ...do końca nie jestem uszczęśliwiona twórczością radosną mą.
Pomysł nieopierzony, wiem ...ale jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz, hej!
Ponoć papier ryżowy milszy, zobaczymy. Buteleczka w czterech odsłonach bo jak Światowit cztery twarze ma.
Weszło sobie takie jeszcze nie całkiem opierzone ( opanowanie techniki w próbach) siadło i zostało w chałupie.
Znów poczyniłam buteleczkę, szkiełko takie użyteczne. Tym razem spróbowałam z papierem do decoupage i...no jakoś serwetki milsze dla mnie. Przyklejałam wg wskazówek, działałam jak kazali i pokazywali ...do końca nie jestem uszczęśliwiona twórczością radosną mą.
Pomysł nieopierzony, wiem ...ale jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz, hej!
Ponoć papier ryżowy milszy, zobaczymy. Buteleczka w czterech odsłonach bo jak Światowit cztery twarze ma.
środa, 15 kwietnia 2015
W końcu coś..cd
CD...podzieliłam coby ciekawiej było.
Koncepcik ten pojawił się iście magicznie, bo i magiczne to stworzonko.
Totoro, to duch lasu z japońskiej bajki "Mój sąsiad Totoro".
Od razu znalazł właściciela.
Tildę uszyłam na zamówienie, wyjedzie dziewczyna za morza i oceany. Nie nadałam jej imienia bo to będzie przywilej właścicielki.
I nieco bliżej..
Póki co to wszystko ale czuje w kościach a mam już prawo czuć, że coś niedługo zapuka do mnie....
Koncepcik ten pojawił się iście magicznie, bo i magiczne to stworzonko.
Totoro, to duch lasu z japońskiej bajki "Mój sąsiad Totoro".
Od razu znalazł właściciela.
Tildę uszyłam na zamówienie, wyjedzie dziewczyna za morza i oceany. Nie nadałam jej imienia bo to będzie przywilej właścicielki.
I nieco bliżej..
Póki co to wszystko ale czuje w kościach a mam już prawo czuć, że coś niedługo zapuka do mnie....
W końcu coś....
Dzień dobry wszystkim odwiedzającym!
Już kwiecień a pomysły omijały mnie szerokim łukiem, ten łuk musiał być naprawdę szeroki.
Zaglądając do Was podziwiając wszystkie prace, rękodzieła, twórczość waszą radosną tęskniłam za jakimś choć malusim pomysłem.
A tu jak na złość Nic! Próbowałam wspierać się pracami innych, podglądać ,zerkać ...Nic....niby coś kiełkowało ale przy bliższym szykowaniu pożywki dla pomysłu...pyk..i znikało!
Wiecie jaka to udręka okrutna?
W końcu po prostu odpuściłam, nie to nie ..powiedziałam pomysłom których nie było lub które dość umiejętnie się pochowały. Cieszyłam się wiosną, każdym kolejnym kwitnącym kwiatuchem, każdym nowym listkiem żurawki, kumkaniem żab w stawiku, nawet kroplami deszczu na szybie.
Spokój w głowie, nie licząc normalnej naszej kobiecej gonitwy myśli, rozumiecie dokładnie o co mi chodzi ;)
Któregoś dnia zapukało delikatnie,nieśmiało...patrze pomysł. Nie jakiś wypasiony, dostatni, taka bida wiosenna przylazła. Wpuściłam, zagościł a później sprowadził kilku znajomków i tak powstało kilka tworów.
Spróbowałam techniki decoupage...pierwsza praca to takie noo pierwsze koty za płoty.
Proszę o DUŻĄ dozę zrozumienia.
Miała być stara, lekko brudna butelka i jest! Proszę zmrużcie lekko oczy to na pewną ją zobaczycie ;)
Kolejny koncepcik zaproszony do mojego domu, był już bardziej utyty.
Kogutek prezentuje się całkiem nieźle ,deseczkę poddaje ocenie. Robię jeszcze błędy i owszem, zdaję sobie z tego w pełni sprawę , wszak jestem na początku drogi poznania kunsztu decoupage.
Już kwiecień a pomysły omijały mnie szerokim łukiem, ten łuk musiał być naprawdę szeroki.
Zaglądając do Was podziwiając wszystkie prace, rękodzieła, twórczość waszą radosną tęskniłam za jakimś choć malusim pomysłem.
A tu jak na złość Nic! Próbowałam wspierać się pracami innych, podglądać ,zerkać ...Nic....niby coś kiełkowało ale przy bliższym szykowaniu pożywki dla pomysłu...pyk..i znikało!
Wiecie jaka to udręka okrutna?
W końcu po prostu odpuściłam, nie to nie ..powiedziałam pomysłom których nie było lub które dość umiejętnie się pochowały. Cieszyłam się wiosną, każdym kolejnym kwitnącym kwiatuchem, każdym nowym listkiem żurawki, kumkaniem żab w stawiku, nawet kroplami deszczu na szybie.
Spokój w głowie, nie licząc normalnej naszej kobiecej gonitwy myśli, rozumiecie dokładnie o co mi chodzi ;)
Któregoś dnia zapukało delikatnie,nieśmiało...patrze pomysł. Nie jakiś wypasiony, dostatni, taka bida wiosenna przylazła. Wpuściłam, zagościł a później sprowadził kilku znajomków i tak powstało kilka tworów.
Spróbowałam techniki decoupage...pierwsza praca to takie noo pierwsze koty za płoty.
Proszę o DUŻĄ dozę zrozumienia.
Miała być stara, lekko brudna butelka i jest! Proszę zmrużcie lekko oczy to na pewną ją zobaczycie ;)
Kolejny koncepcik zaproszony do mojego domu, był już bardziej utyty.
Kogutek prezentuje się całkiem nieźle ,deseczkę poddaje ocenie. Robię jeszcze błędy i owszem, zdaję sobie z tego w pełni sprawę , wszak jestem na początku drogi poznania kunsztu decoupage.
czwartek, 26 lutego 2015
Kic,kic...
Cześć i czołem:)
Coś jakby wiosną zapachniało, zielone kiełki uśmiechają się do słoneczka....Ptaszyska buszują z
ćwiergoleniem po krzakach i drzewach. Jeszcze w sumie nie czas, lecz dla mnie prawie wiosna.
Dopadły mnie z lekka klimaty wielkanocne, i pomysły na wycudzenie czegoś inszego.
Się zrobiły takie oto zające- malowańce. Wszystkie są prototypami, bo na nich ćwiczyłam co i jak ;) ale w sumie wyglądają, to dlaczego nie mam ich pokazać? Dwa z nich poszły już do adopcji i wyjadą w podróż daleką, hen za lasy i góry...Teraz temu jednemu osieroconemu trzeba będzie dodać towarzystwa.
Z różnych historii o symbolice zająca wielkanocnego, najbardziej podoba mi się jedna. Pojawienie się zajęcy zwiastowało nadejście wiosny. Dzieci widziały zające skaczące tu i tam, a ponieważ zawsze w święta Wielkanocy obdarowywane były pisankami łatwo było przypisać zającom rolę roznosicieli tych prezentów.
Moje szaraki trochę poszalały z akrylowymi farbami, pędzelkami bo jak do zdjęć to na bogato :)
I zdjęcie grupowe pod chmurką..uśmiech proszę...
Zajączki na polach, czekajcie na prezenty!
Coś jakby wiosną zapachniało, zielone kiełki uśmiechają się do słoneczka....Ptaszyska buszują z
ćwiergoleniem po krzakach i drzewach. Jeszcze w sumie nie czas, lecz dla mnie prawie wiosna.
Dopadły mnie z lekka klimaty wielkanocne, i pomysły na wycudzenie czegoś inszego.
Się zrobiły takie oto zające- malowańce. Wszystkie są prototypami, bo na nich ćwiczyłam co i jak ;) ale w sumie wyglądają, to dlaczego nie mam ich pokazać? Dwa z nich poszły już do adopcji i wyjadą w podróż daleką, hen za lasy i góry...Teraz temu jednemu osieroconemu trzeba będzie dodać towarzystwa.
Z różnych historii o symbolice zająca wielkanocnego, najbardziej podoba mi się jedna. Pojawienie się zajęcy zwiastowało nadejście wiosny. Dzieci widziały zające skaczące tu i tam, a ponieważ zawsze w święta Wielkanocy obdarowywane były pisankami łatwo było przypisać zającom rolę roznosicieli tych prezentów.
Moje szaraki trochę poszalały z akrylowymi farbami, pędzelkami bo jak do zdjęć to na bogato :)
I zdjęcie grupowe pod chmurką..uśmiech proszę...
Zajączki na polach, czekajcie na prezenty!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
