Cześć wszystkim odwiedzającym! Usiłując rozwijać swe umiejętności w decoupage, zabrałam się do kolejnej deseczki.
Bo i nie szkoda jak się coś nie uda i dostęp spory do nich.
Taaaak , jak postanowiłam tak zrobiłam ...w sobotę, gdy na dworze ponad 30 stopni, deseczka wyszlifowana , motyw uszykowany, farby w gotowości.
Motyw odpowiadał panującej temperaturze, afrykański, cudny w pomarańczach, czerwieniach i czerniach....taki BYŁ ładny..szkoda. Tak to jest brać się do klejenia w "afrykańskich" klimatach.
Zapewne osoby zajmujące się decu już mają uśmieszek na twarzy, bo doskonale wiedzą co się powyprawiało. Człowiek uczy się na błędach, a w kajeciku przybywa "złotych myśli" odnośnie jak robić i czego absolutnie nie wyczyniać w decu!
Już opowiadam...farby schły fantastycznie, proces do przyklejania znacznie się skrócił, serwetka uszykowana , brzegi delikatnie wyskubane na mokro, no po prostu fantastic!
I się zaczęło, brzegi motywu zbyt szybko zaczęły schnąć i powywijały się w urocze falbanki, pomyślałam nic to podziała się klejem się poprostuje.
O matko i córko, co to się działo przy klejeniu!( później doszłam do wniosku, że może ja jakaś fujara jestem). Falbankowe brzegi wcale się nie wyprostowały, serwetka pod wpływem kleju zaczęła się dziwnie zwijać, chciałam delikatnie poprawić...weź popraw mokrą delikatna serwetkę!
Ożesz, wyglądało to tragicznie i na dodatek schło w piorunującym czasie.
Przyszło mi umyć deseczkę czyścikiem ścierając cały ten bajzel.
Zapewne zastanawiacie się teraz dlaczego taki temat postu, bo deseczkę postanowiłam po wyschnięciu zrobić innym motywem wyciętym z papieru decu.
Widać nie było już mi dane zrobić jej tak jak sobie wymyśliłam. Afrykańska klątwa nad nią zapanowała. Pokazuję ją Wam, bo przecież się uczę dopiero to i błędy wybaczyć trzeba.
Zamysł był całkiem niezły, kolejne "złote myśli" w kajeciku.
Dziękuję wszystkim odwiedzającym :).
poniedziałek, 15 czerwca 2015
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Szkiełko.
Zapukało, zastukało, jest!
Weszło sobie takie jeszcze nie całkiem opierzone ( opanowanie techniki w próbach) siadło i zostało w chałupie.
Znów poczyniłam buteleczkę, szkiełko takie użyteczne. Tym razem spróbowałam z papierem do decoupage i...no jakoś serwetki milsze dla mnie. Przyklejałam wg wskazówek, działałam jak kazali i pokazywali ...do końca nie jestem uszczęśliwiona twórczością radosną mą.
Pomysł nieopierzony, wiem ...ale jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz, hej!
Ponoć papier ryżowy milszy, zobaczymy. Buteleczka w czterech odsłonach bo jak Światowit cztery twarze ma.
Weszło sobie takie jeszcze nie całkiem opierzone ( opanowanie techniki w próbach) siadło i zostało w chałupie.
Znów poczyniłam buteleczkę, szkiełko takie użyteczne. Tym razem spróbowałam z papierem do decoupage i...no jakoś serwetki milsze dla mnie. Przyklejałam wg wskazówek, działałam jak kazali i pokazywali ...do końca nie jestem uszczęśliwiona twórczością radosną mą.
Pomysł nieopierzony, wiem ...ale jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz, hej!
Ponoć papier ryżowy milszy, zobaczymy. Buteleczka w czterech odsłonach bo jak Światowit cztery twarze ma.
środa, 15 kwietnia 2015
W końcu coś..cd
CD...podzieliłam coby ciekawiej było.
Koncepcik ten pojawił się iście magicznie, bo i magiczne to stworzonko.
Totoro, to duch lasu z japońskiej bajki "Mój sąsiad Totoro".
Od razu znalazł właściciela.
Tildę uszyłam na zamówienie, wyjedzie dziewczyna za morza i oceany. Nie nadałam jej imienia bo to będzie przywilej właścicielki.
I nieco bliżej..
Póki co to wszystko ale czuje w kościach a mam już prawo czuć, że coś niedługo zapuka do mnie....
Koncepcik ten pojawił się iście magicznie, bo i magiczne to stworzonko.
Totoro, to duch lasu z japońskiej bajki "Mój sąsiad Totoro".
Od razu znalazł właściciela.
Tildę uszyłam na zamówienie, wyjedzie dziewczyna za morza i oceany. Nie nadałam jej imienia bo to będzie przywilej właścicielki.
I nieco bliżej..
Póki co to wszystko ale czuje w kościach a mam już prawo czuć, że coś niedługo zapuka do mnie....
W końcu coś....
Dzień dobry wszystkim odwiedzającym!
Już kwiecień a pomysły omijały mnie szerokim łukiem, ten łuk musiał być naprawdę szeroki.
Zaglądając do Was podziwiając wszystkie prace, rękodzieła, twórczość waszą radosną tęskniłam za jakimś choć malusim pomysłem.
A tu jak na złość Nic! Próbowałam wspierać się pracami innych, podglądać ,zerkać ...Nic....niby coś kiełkowało ale przy bliższym szykowaniu pożywki dla pomysłu...pyk..i znikało!
Wiecie jaka to udręka okrutna?
W końcu po prostu odpuściłam, nie to nie ..powiedziałam pomysłom których nie było lub które dość umiejętnie się pochowały. Cieszyłam się wiosną, każdym kolejnym kwitnącym kwiatuchem, każdym nowym listkiem żurawki, kumkaniem żab w stawiku, nawet kroplami deszczu na szybie.
Spokój w głowie, nie licząc normalnej naszej kobiecej gonitwy myśli, rozumiecie dokładnie o co mi chodzi ;)
Któregoś dnia zapukało delikatnie,nieśmiało...patrze pomysł. Nie jakiś wypasiony, dostatni, taka bida wiosenna przylazła. Wpuściłam, zagościł a później sprowadził kilku znajomków i tak powstało kilka tworów.
Spróbowałam techniki decoupage...pierwsza praca to takie noo pierwsze koty za płoty.
Proszę o DUŻĄ dozę zrozumienia.
Miała być stara, lekko brudna butelka i jest! Proszę zmrużcie lekko oczy to na pewną ją zobaczycie ;)
Kolejny koncepcik zaproszony do mojego domu, był już bardziej utyty.
Kogutek prezentuje się całkiem nieźle ,deseczkę poddaje ocenie. Robię jeszcze błędy i owszem, zdaję sobie z tego w pełni sprawę , wszak jestem na początku drogi poznania kunsztu decoupage.
Już kwiecień a pomysły omijały mnie szerokim łukiem, ten łuk musiał być naprawdę szeroki.
Zaglądając do Was podziwiając wszystkie prace, rękodzieła, twórczość waszą radosną tęskniłam za jakimś choć malusim pomysłem.
A tu jak na złość Nic! Próbowałam wspierać się pracami innych, podglądać ,zerkać ...Nic....niby coś kiełkowało ale przy bliższym szykowaniu pożywki dla pomysłu...pyk..i znikało!
Wiecie jaka to udręka okrutna?
W końcu po prostu odpuściłam, nie to nie ..powiedziałam pomysłom których nie było lub które dość umiejętnie się pochowały. Cieszyłam się wiosną, każdym kolejnym kwitnącym kwiatuchem, każdym nowym listkiem żurawki, kumkaniem żab w stawiku, nawet kroplami deszczu na szybie.
Spokój w głowie, nie licząc normalnej naszej kobiecej gonitwy myśli, rozumiecie dokładnie o co mi chodzi ;)
Któregoś dnia zapukało delikatnie,nieśmiało...patrze pomysł. Nie jakiś wypasiony, dostatni, taka bida wiosenna przylazła. Wpuściłam, zagościł a później sprowadził kilku znajomków i tak powstało kilka tworów.
Spróbowałam techniki decoupage...pierwsza praca to takie noo pierwsze koty za płoty.
Proszę o DUŻĄ dozę zrozumienia.
Miała być stara, lekko brudna butelka i jest! Proszę zmrużcie lekko oczy to na pewną ją zobaczycie ;)
Kolejny koncepcik zaproszony do mojego domu, był już bardziej utyty.
Kogutek prezentuje się całkiem nieźle ,deseczkę poddaje ocenie. Robię jeszcze błędy i owszem, zdaję sobie z tego w pełni sprawę , wszak jestem na początku drogi poznania kunsztu decoupage.
czwartek, 26 lutego 2015
Kic,kic...
Cześć i czołem:)
Coś jakby wiosną zapachniało, zielone kiełki uśmiechają się do słoneczka....Ptaszyska buszują z
ćwiergoleniem po krzakach i drzewach. Jeszcze w sumie nie czas, lecz dla mnie prawie wiosna.
Dopadły mnie z lekka klimaty wielkanocne, i pomysły na wycudzenie czegoś inszego.
Się zrobiły takie oto zające- malowańce. Wszystkie są prototypami, bo na nich ćwiczyłam co i jak ;) ale w sumie wyglądają, to dlaczego nie mam ich pokazać? Dwa z nich poszły już do adopcji i wyjadą w podróż daleką, hen za lasy i góry...Teraz temu jednemu osieroconemu trzeba będzie dodać towarzystwa.
Z różnych historii o symbolice zająca wielkanocnego, najbardziej podoba mi się jedna. Pojawienie się zajęcy zwiastowało nadejście wiosny. Dzieci widziały zające skaczące tu i tam, a ponieważ zawsze w święta Wielkanocy obdarowywane były pisankami łatwo było przypisać zającom rolę roznosicieli tych prezentów.
Moje szaraki trochę poszalały z akrylowymi farbami, pędzelkami bo jak do zdjęć to na bogato :)
I zdjęcie grupowe pod chmurką..uśmiech proszę...
Zajączki na polach, czekajcie na prezenty!
Coś jakby wiosną zapachniało, zielone kiełki uśmiechają się do słoneczka....Ptaszyska buszują z
ćwiergoleniem po krzakach i drzewach. Jeszcze w sumie nie czas, lecz dla mnie prawie wiosna.
Dopadły mnie z lekka klimaty wielkanocne, i pomysły na wycudzenie czegoś inszego.
Się zrobiły takie oto zające- malowańce. Wszystkie są prototypami, bo na nich ćwiczyłam co i jak ;) ale w sumie wyglądają, to dlaczego nie mam ich pokazać? Dwa z nich poszły już do adopcji i wyjadą w podróż daleką, hen za lasy i góry...Teraz temu jednemu osieroconemu trzeba będzie dodać towarzystwa.
Z różnych historii o symbolice zająca wielkanocnego, najbardziej podoba mi się jedna. Pojawienie się zajęcy zwiastowało nadejście wiosny. Dzieci widziały zające skaczące tu i tam, a ponieważ zawsze w święta Wielkanocy obdarowywane były pisankami łatwo było przypisać zającom rolę roznosicieli tych prezentów.
Moje szaraki trochę poszalały z akrylowymi farbami, pędzelkami bo jak do zdjęć to na bogato :)
I zdjęcie grupowe pod chmurką..uśmiech proszę...
Zajączki na polach, czekajcie na prezenty!
środa, 11 lutego 2015
Z sercem...
Cześć, dzień dobry, witam ...do wyboru proszę bardzo :).
Zbliża się dzień 14 luty, święto zakochanych, przywędrowało zza morza i dość mocno się zakorzeniło.
Cóż, widać lubimy czerpać z cudzej tradycji nie pamiętając o swojej słowiańskiej .
Wszak mamy własne rodzime święta Noc Kupały i Noc Świętojańską , obchodzone w drugiej połowie czerwca, ale widać poszły w zapomnienie i dość mocno zostały napiętnowane nazwą pogańskich świąt.
A któż nie słyszał o wiankach z kwiatów i ziół puszczanych na wodę lub kwiecie paproci.
Stworzyłam dziewczynkę i chłopczyka, nie koniecznie prezenty dla zakochanych, równie dobrze mogą je dostać single bo niby dlaczego nie?
Miały nosić zupełnie inne imiona : Amoretta i Kupidonek ale się zbiesiłam ( mam nieco odmienne poglądy na 14 lutego, wszak zakochani adorują się cały czas prawda? ;) ) i teraz to Adam i Ewcia.Poznajcie ich...
Z sercem dla każdego i z uśmiechem od ucha do ucha.
Zbliża się dzień 14 luty, święto zakochanych, przywędrowało zza morza i dość mocno się zakorzeniło.
Cóż, widać lubimy czerpać z cudzej tradycji nie pamiętając o swojej słowiańskiej .
Wszak mamy własne rodzime święta Noc Kupały i Noc Świętojańską , obchodzone w drugiej połowie czerwca, ale widać poszły w zapomnienie i dość mocno zostały napiętnowane nazwą pogańskich świąt.
A któż nie słyszał o wiankach z kwiatów i ziół puszczanych na wodę lub kwiecie paproci.
Stworzyłam dziewczynkę i chłopczyka, nie koniecznie prezenty dla zakochanych, równie dobrze mogą je dostać single bo niby dlaczego nie?
Miały nosić zupełnie inne imiona : Amoretta i Kupidonek ale się zbiesiłam ( mam nieco odmienne poglądy na 14 lutego, wszak zakochani adorują się cały czas prawda? ;) ) i teraz to Adam i Ewcia.Poznajcie ich...
Z sercem dla każdego i z uśmiechem od ucha do ucha.
niedziela, 8 lutego 2015
Hmmm...
I proszę bardzo, dziś rano za oknami pojawił się bajkowy świat zimy!!!
Cudownie w bieli wyglądają wszelakie drzewa, krzewy i po prostu wszystko, Oczywiście taką aurę uwielbiam oglądać z ciepłego pomieszczenia przez okno...nie koniecznie lubię szaleć pośród padających płatków śniegu. Cóż jestem ciepłolubna i cierpieniem okrutnym okupuję każdorazowe wyjście na dwór zimną zimą.
Proszę co rok, o zapakowanie mnie w pudełko i wysłanie na Zanzibar tudzież tam gdzie ciepło...ale rodzinka się nie kwapi.
Natomiast moje psy, bo dzis trochę prywaty....dostały kociokwiku i szalały po sniegu jakby go widziały pierwszy raz, łącznie z połykaniem całych jego grud.
Tak szalały , że niestety nie zrobiłam ani jednego porządnego zdjęcia!!!
Dodaję takie oto, coby pokazać światu cudowne śniegowe kulki-korale, uczepione psiej mordki i łapek.
Zwierzak to Micro, na którą ogólnie wszyscy wołają Miki a ona i tak ma to w nosie.
No jest taka niewyraźna... od jutra łyka rutinoscorbin!!! Jakby co, psi ciuszek uszyłam sama.
Miłych dni!
Cudownie w bieli wyglądają wszelakie drzewa, krzewy i po prostu wszystko, Oczywiście taką aurę uwielbiam oglądać z ciepłego pomieszczenia przez okno...nie koniecznie lubię szaleć pośród padających płatków śniegu. Cóż jestem ciepłolubna i cierpieniem okrutnym okupuję każdorazowe wyjście na dwór zimną zimą.
Proszę co rok, o zapakowanie mnie w pudełko i wysłanie na Zanzibar tudzież tam gdzie ciepło...ale rodzinka się nie kwapi.
Natomiast moje psy, bo dzis trochę prywaty....dostały kociokwiku i szalały po sniegu jakby go widziały pierwszy raz, łącznie z połykaniem całych jego grud.
Tak szalały , że niestety nie zrobiłam ani jednego porządnego zdjęcia!!!
Dodaję takie oto, coby pokazać światu cudowne śniegowe kulki-korale, uczepione psiej mordki i łapek.
Zwierzak to Micro, na którą ogólnie wszyscy wołają Miki a ona i tak ma to w nosie.
No jest taka niewyraźna... od jutra łyka rutinoscorbin!!! Jakby co, psi ciuszek uszyłam sama.
Miłych dni!
Subskrybuj:
Posty (Atom)